piątek, 1 lutego 2013

Kulturalny styczeń - moje recenzje.


   W celu ukulturalnienia się czytam książki, oglądam filmy, rzadziej chodzę do teatru, na wystawie jeszcze nie byłam. 
Styczeń obfitował u mnie w wyjścia do kina i na musical.

Pierwszy film, który obejrzałam w nowym roku to "Holy Motors". Rzadko sama wybieram takie "ambitne" kino ale na ten film namówiła mnie koleżanka i nie żałuje! Film nie przypominał mi niczego co do tej pory widziałam. Przykuł moją uwagę, zaskoczył. Główny bohater Oscar (Denis Lavant), jeżdżąc ogromną limuzyna z szoferem, charakteryzuje się i wciela się w różne postacie przewidziane w scenariuszu dnia. Kim na prawdę jest? Dlaczego to robi? Czy jest coś realnego w tym świecie? Czy wszystko jest udawane? tego się nie dowiedziałam :) Mimo tego polecam.


Bilety na Metro mające się odbyć 25 stycznia we Wrocławiu kupiłam już w grudniu. 
Do tej pory nie widziałam musicalu ale wszystkie piosenki znałam niemal na pamięć. 
Przeżyłam niesamowity wieczór, hala była pełna ludzi.
Podobało mi się mimo , że historia trochę banalna ale doznania wizulano-muzyczne niezapomniane. Jednak po widowisku czułam pewien niedosyt  gdyż nie dopatrzyłam się Nataszki, zabrakło mi też Janowskiego i Edytki Górniak :) 
Z Hali Ludowej wychodziłam z piosenką na ustach "Wybudujemy wieżę, wierzę, wierzę, wierzę...." .
Józefowicz zapowiedział, że za rok przyjedzie do Wrocławia z "Politą" - na pewno się wybiorę.


Jakby wrażeń muzycznych było mi mało, wczoraj wybrałam się z koleżankami na musical "Nędznicy". 
Czytałam książkę, więc wiedziałam czego mogę się spodziewać. 
Historia bardzo smutna, ekranizacja jak dla mnie trochę nudnawa a bohaterzy cały czas śpiewają. Nie jestem ekspertem muzycznym ale największe wrażenie zrobiły dla mnie wyśpiewane kwestie przez Amande Seyferd  oraz Russella Crowe. Momentami się wzruszyłam - rozpacz i cierpienie wyśpiewane przez Anne Hathaway oraz rozbawiłam - sceny okradania klientów  oraz mylenie imienia Cosette grane przez Helen Bonham Carter i Sache Barona Cohena. 
Uważam, że ze względu na duży ekran i czysty dźwięk na ten film warto wybrać się do kina.


Na koniec moich recenzji ostatnio przeczytana książka "Pięćdziesiąt twarzy Greya". 
Zaczęłam ją czytać z czystej babskiej ciekawości. Dobrze i szybko się czytało,więc nie uważam tego czasu za stracony. Nie rozumiem jednak całego szumu wokół tej książki. Według  mnie nie jest to wybitne dzieło literackie, tylko "babskie czytadło". Owszem jest w niej dużo wyuzdanego seksu, główna bohaterka przeżywa niesamowite orgazmy ale czy tylko to czyni tą książkę tak rozchwytywaną? W innym życiu pewnie chciałabym spotkać takiego szarookiego bogacza i być jego uległą ale życie to nie bajka. 
Owszem kupiłam kolejne części bo lubię czytać! Film pewnie też kiedyś obejrzę. 
Dużo jest różnych opinii na temat też książki, więc ja już nic więcej nie napisze!


3 komentarze:

  1. Kasiu, bardzo ciekawe i zwięzłe recenzje. Pisz tak dalej!
    Mówisz, że nie wszystkie panie domu wzdychają do tego harlequina s-m? ;) Całe szczęscie, ale wydaje się, że trochę zapotrzebowania na rynku było :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witamy w blogowaniu :) Świetna notka!

    zapraszamy do nas!
    http://stylishmammy.blogspot.ie/

    OdpowiedzUsuń
  3. przyciągnęłaś mnie tytułem bloga :D zapraszam do siebie na http://ewelabeztytulu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Konstruktywna krytyka mile widziana. Jeśli masz ochotę obserwuj, nie proponuj obustronnej obserwacji! Staram się wchodzić na każdy blog i jak mi się spodoba to na pewno zostanę na dłużej!