czwartek, 12 marca 2015

Domowe sushi.


     Tematem przewodnim naszego kolejnego wieczorku kulinarnego było domowe sushi. Dopóki sama nie zasmakowałam, byłam przekonana, że sushi to specjał nie dla mnie. Teraz uwielbiam i delektuję się jego oryginalnym smakiem. Potrawa nie jest tania, więc zachęcam do zrobienia jej w domu. Trunkiem zamiast sake, do tej wykwintnej potrawy, był szampan. 

      Ekspertem w robieniu sushi nie jestem. Był to mój pierwszy raz i więcej przyglądałam się niż działałam. Jednak postaram się Wam przekazać kilka podstawowych informacji.  
    Przy robieniu sushi kluczową sprawą jest jakość składników, muszą być świeże i dobrze przygotowane oraz osuszone (np. papierowym ręcznikiem). Podstawa to ryby, my użyliśmy łososia.
Do zrobienia sushi potrzebujemy:    
    ryż do sushi (krótkoziarnisty, klejący się)
    ocet ryżowy
    cukier i sól
    matę bambusową do rolowania
    ostry nóż bez ząbków
    nori - prasowane algi
    wasabi - zielony, bardzo ostry chrzan
    marynowany imbir, pocięty w cienkie plasterki
    sos sojowy
    pałeczki lub palce

    Wcześniej należy przygotować ryż. Płuczemy go pod bieżącą wodą ciągle mieszając, tak długo aż woda będzie przejrzysta. Po wypłukaniu zostawiamy ryż w wodzie na 30 minut. Płuczemy ostatni raz, nalewamy wody w proporcji mniej więcej 1:1/2 (ryż:woda). Dobrze jest użyć wody dobrej jakości, np. butelkowej. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem około 15 minut do odparowania całej wody, na początku często mieszając. Ryż po ugotowaniu zostawiamy na 15 minut w garnku pod przykryciem, później przekładamy najlepiej do drewnianej miski, polewamy sosem i zostawiamy do ostygnięcia.

Sos do ryżu.
Na 0,5 kg ryżu potrzebujemy 7 łyżek octu ryżowego, 3-4 łyżki cukru, szczyptę soli, wszystko mieszamy w małym rondelku i podgrzewamy na malutkim ogniu mieszając do rozpuszczenia. 

    Przed przystąpieniem do zwijania, wszystkie składniki kroimy na odpowiednie porcje oraz osuszamy je. S
prawdzamy czy ryż na pewno już wystygł i przygotowujemy sobie miseczkę z wodą do maczania palców. Zwijamy sushi a następnie ostrym nożem bez ząbków kroimy rolkę na niewielkie części. Jest możliwy praktycznie nieograniczony dobór pasujących do siebie składników tworzących smaczne zestawy. Do małych miseczek wlewamy sos sojowy, podajemy imbir i wasabi. Następnie zasiadamy do stołu, najlepiej po turecku ;). Jeśli umiemy korzystamy z pałeczek, jednak jedzenie palcami też wchodzi w grę.
Smacznego!

 







 

Ewcia, Edi, Moni, Mario - dziękuję za mile spędzony czas! Koniecznie musimy to powtórzyć.

13 komentarzy:

  1. Great pics :) Yes, I follow you on gfc #329, follow back?

    http://www.itsmetijana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że za sushi nie przepadam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam za cierpliwość ... Ja lubię sushi , ale leniwa jestem . Idę do SushiShopu i kupuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu ja tez należę do leniwych, ale w gronie przyjaciół robienie sushi to przyjemność :).

      Usuń
  4. Nigdy nie jadłam:D
    Co do zrobienia, to szacun! Bo widać, że wymaga ono sporo pracy i cierpliwości. Efekt powalający! Wygląda pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pysznie wygląda, chociaż sama pewnie bym nie zrobiła ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety ale nie przepadam za sushi, miałam okazję spróbować profesjonalnie zrobione i nie trafiło w moje gusta.

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo fajny pomysł na tematyczne spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No nigdy nie próbowałam, ale intryguje mnie czy też bym się zakochała w tym skaku tak jak Ty:) Gotowanie w pojedynkę jest fajne ale w grupie to świetna zabawa:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. super sushi robisz chyba się kiedyś wproszę na takie pyszności ;D

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. No expert?!?!?!? OMG Kasia.....you looks a very chef!!! Kisses,
    Eni

    Eniwhere Fashion
    Eniwhere Fashion Facebook

    OdpowiedzUsuń
  11. PERFEKCYJNE SUSHI!

    pozdrawiam kochana!

    OdpowiedzUsuń
  12. raz tylko próbowałam uskutecznić wietnamskie
    krokieciki - niestety już wiem czego mi zabrakło -
    prawdziwego woka, ha!
    sushi jadam sporadycznie - najczęściej, gdy córa
    z psiapsiólkowego spotkania przyniesie - też same
    w grupie szykują się do tego niełatwego zadania -
    ale efekt jest smaczny - i bez procentowy... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Konstruktywna krytyka mile widziana. Jeśli masz ochotę obserwuj, nie proponuj obustronnej obserwacji! Staram się wchodzić na każdy blog i jak mi się spodoba to na pewno zostanę na dłużej!